środa, 31 maja 2017

INNISFREE The Green Tea Seed Serum - Serum Zielona Herbata




Skoncentrowane serum na bazie wyciągu z nasion zielonej herbaty. Nawilża, łagodzi podrażnienia, skutecznie walczy z suchą skórą. Idealny także do cery mieszanej ze skłonnością do trądziku.
Kosmetyk ekologiczny, posiada certyfikat Ecocert.

80ml

Moja recenzja:


Serum od Innisfree zakupiłam będąc w Seulu w grudniu ubiegłego roku. Do tego czasu ten pozornie mały flakonik nadal mi służy. Wiele osób zastanawiało się czy 80ml za ok 70zł jest opłacalny. Otóż tak. Wystarczy jedna do maksymalnie dwóch aplikacji ( kliknięcie pompką dozującą ) aby rozprowadzić całe serum na twarzy i szyi. Sądząc po ilości produktu we flakonie szacuję, że skończy się dopiero w okolicach grudnia, bądź stycznia.


Stosuję serum codziennie na noc. Zdarza się, że używam go także na dzień, ponieważ sprawdza się idealnie podczas upałów ( jako zamiennik kremu pod bb ) .

Zanim jednak zdecydowałam się na jego zakup, myślałam nad serum z wit. C marki It's Skin. Jako, że chciałam kupić krem do twarzy z gamy green tea od Innisfree , wzięłam od ręki serum do kompletu. Do dziś nie żałuję tej decyzji. Serum jest rewelacyjne. Kiedy używam kosmetyków regularnie ( żel, tonik,serum,  krem, maseczka ) moja twarz jest wygładzona i nie znajdę żadnego zaskórnika. Zdarzy się jednak, że wolę zmyć makijaż płynem micelarnym i położyć się spać bez kremu...moje lenistwo niestety ma później nieprzyjemne skutki w postaci pojawiających się w szybkim tempie niedoskonałości. Serum jest wtedy najlepszym lekiem na walkę z nieproszonymi gośćmi. 


Zapach produktu jest typowy dla kosmetyków naturalnych z zielonej herbaty. Wyczuwamy nuty roślinne. Połączenie liściastej zielonej herbaty ze świeżo startą skórką limonki. Rześka herbaciana nuta jest wyczuwalna na twarzy przez kilka minut ( w połaczeniu z kremem z tej samej serii zapach czuję do momentu zaśnięcia , stosując w ciągu dnia po nałożeniu kremu bb , nie wyczuwam już aromatu herbaty ). 
Nie jest zbyt silny, więc nie będzie przeszkadzał osobom, które są wrażliwe na perfumeryjne nuty. 
Transparentna konsystencja wchłania się w kilka sekund pozostawiając cerę łagodnie nawilżoną. Można śmiało nakładać krem na dzień/na noc nie czekając, aż serum całkowicie się wchłonie. 

Plusy produktu:
- działanie łagodzące
- nie ma uczucia "ściągnięcia" po aplikacji 
- delikatnie nawilża
- orzeźwia, oczyszcza i odżywia cerę
- nieklejąca się konsystencja 
- wydajne opakowanie ( starczy na min. 12 miesięcy * )
- kosmetyk naturalny

*przy użyciu raz dziennie

Do tej pory nie znalazłam lepszego serum. Myślę, że nie będę szukać nic nowszego i zostanę stale przy tym produkcie. Jeśli coś sprawdza się u mnie na 100% nie ma sensu szukać zamienników.


Zwykle przy zakupie serum szukamy produktu odpowiadającemu naszej cerze, który będzie dobrany odpowiednio do naszych potrzeb. Innisfree Green Tea Seed sprawdzi się u każdego. Przy cerze mieszanej idealnie poradzi sobie z nadmiarem sebum, niwelowaniem zaskórników i niedoskonałości, a miejsca suche odpowiednio nawilży. Przy cerze normalnej i suchej odżywi i wygładzi twarz bez efektu "ściągnięcia".


Wygodna i higieniczna aplikacja pozwala cieszyć się produktem długi czas. Małe 80ml opakowanie idealnie sprawdzi się w każdej podróży, nawet tej krótkiej, gdzie śmiało możemy wrzucić go do bagażu podręcznego. 

Moja ocena : 5/5

Produkt możecie zakupić na ebay.pl w cenie od 60-90zł lub w sklepach internetowych mających w swojej ofercie kosmetyki azjatyckie w cenie ok. 120-140zł. 

sobota, 20 maja 2017

Test trzech maseczek w płachcie firm LANEIGE, Holika Holika i Forencos


Miałam okazję zakupić trzy maseczki w płachcie , aby przekonać się, czy moja cera jest "uczulona" na wszystko co muszę nałożyć na twarz w formie bawełnianej czy żelowej. W poprzednich postach wspominałam, że używam jedynie klasycznych maseczek, ponieważ wystąpiła już u mnie reakcja alergiczna na kilka różnych marek masek w płachcie. 

Postanowiłam dać im jeszcze jedną szansę. 
Jak sprawdziły się wybrane produkty? 


Maseczkę Makgeolli zakupiłam będąc w Seulu. Widziałam , że bardzo często dołączają ją jako gratis do dużych zakupów, ale byłam bardzo ciekawa jaki efekt daje maseczka z wina ryżowego. Makgeolii to tradycyjne koreańskie wino ryżowe o mlecznej barwie. Bardzo smaczne, lekko gazowane przypominające w smaku mieszankę sprite z szampanem. Są zwolennicy tego smaku jak i osoby, które tego wina nie ruszą, więc sięgają po soju. Ja lubię jeden i drugi "trunek". Uważam, że jest to smaczna odskocznia od znanych nam win musującyh. Wracając jednak do samej maseczki użyłam ją jako pierwszą. 

Producent obiecuje, że bawełniana maseczka ma rozjaśnić naszą cerę i dodać jej niezbędnych witamin. 


Jak stosujemy wszystkie maseczki koreańskie? 

Po pierwsze wykonujemy pierwsze dwa lub trzy kroki koreańskiej pielęgnacji 
1. Myjemy cerę olejkiem do demakijażu twarzy 
- osuszamy twarz ręcznikiem
2. Ponownie myjemy twarz żelem lub pianką do mycia twarzy *
- osuszamy ręcznikiem 
*możecie zacząć od kroku drugiego 
3. Tonizujemy twarz 
4. Nakładamy maseczkę w płachcie 
5. Czekamy od 15-20 min
6. Usuwamy maseczkę, a pozostałości produktu delikatnie wklepujemy 
- jeśli czujemy, że na twarzy został nadmiar produktu, który nie chce się wchłonąć możemy lekko opłukać twarz letnią wodą, delikatnie osuszając ją ręcznikiem . 

W moim przypadku maseczka marki Holika Holika okazała się słabym wyborem. Produkt nie spełnił żadnych obietnic producenta. Nie zauważyłam aby cera była rozjaśniona, delikatna w dotyku, nawilżona czy odżywiona. Myślę, że efekt po 20 min zabiegu był po prostu zerowy. Cera była trochę sucha i musiałam użyć kremu, aby wyrównać nawilżenie. 
Wiem, że są zwolennicy tej maseczki, którzy chwalą jej działanie. W moim wypadku po prostu się nie sprawdziła. 

Kolejną maską w błachcie z bawełny była 7 DAYS Caviar Moisture z serii Song Joong Ki


Maseczka miała glęboko nawilżyć moją cerę od wewnątrz, sprawić , że będzie gładka w dotyku i odżywiona na długie dni. Jak się spisała?

Kiedy nałożyłam maseczkę już po pierwszej minucie zaczęłam odczuwać lekkie szczypanie, odczekałam jednak kilka następnych minut aby dać jej szansę. Po ok 7 minutach mrowienie ustało. Maseczka była wykonana z bardzo miękkiej bawełny i dość solidnie nasączona składnikami , w których główną rolę grał kawior i kolagen. Bardzo istotna jest informacja, że maska jest 100% natualna, bez parabenów i chemicznych składników.  Bawełniana płachta jest jednak za mocno nasączona. Momentami leżąc na łóżku czułam jak produkt spływa mi z czoła i brody. Musiałam co jakiś czas się wycierać, żeby nie nakapało mi do oczu. 
Po ok 20 minutach ściągnęłam maseczkę, ale nadmiar produktu nie chciał się wchłonąć, także lekko opłukałam twarz wodą i osuszyłam ręczniczkiem. 


Efekt był widoczny od razu. Mimo, że przez 20 min zdążyły mi wyjść delikatne białe wypryski w kilku miejscach, to cała twarz była gładka w dotyku i nawilżona. Suche partie na twarzy zniknęły, a cera była rozjaśniona i promienna. 
Mały minus za brak informacji o produkcie w wersji angielskiej, ale w tym wypadku wystarczyły rysunki. Jeśli chcecie się dowiedzieć więcej o samej maseczce, wystarczy wpisać jej nazwę w internecie. 

Maseczka była całkiem dobra, ale nie zrobiła na mnie, aż tak dobrego wrażenia, abym zechciała ją kupić ponownie. Ot taka codzienna maseczka na poprawę humoru :)


Ostatnią maseczką, o której dziś wspomnę to WATER POCKET SKIN RELIEF od LANEIGE. 
Tą maskę kupiłam  zupełnie przypadkowo od osoby, która sprzedawała serię z Song Joong Ki. Zaciekawiło mnie opakowanie, więc postanowiłam zaryzykować bez czytania opinii na jej temat w internecie. 


Maseczka jest skierowana do osób, które mają cerę wrażliwą, alergiczną lub potrzebują ukojenia np. po długiej ekspozycji na słońcu lub zmagają się z suchą i odwodnioną cerą. Ma za zadanie nawilżyć twarz na długi czas , ukoić oraz złagodzić stany zapalne. 
Byłam bardzo ciekawa , czy maska poradzi sobie z moją "wybredną" twarzą. Jak miłe było zaskoczenie, kiedy po otwarciu zamiast klasycznej bawełnianej płachty miałam delikatną, żelową formę. Po nałożeniu na twarz odczułam ogromną ulgę, przyjemna chłodna konsystencja maseczki sprawiła, że 20 min zamieniło się w przyjemny i kojący relaks. Byłam zaskoczona. 
Po upływie 20 min ściągnęłam maseczkę, a pozostałość produktu lekko wmasowałam. Cera była pięknie rozświetlona, cienie pod oczami prawie niewidoczne, wszystkie zaczerwienienia, przebarwienia zniknęły, a twarz była bardzo gładka w dotyku. Wygładzenie było tak widoczne , że jeszcze przez połowę dnia zerkałam z niedowierzaniem w lustro. Największym plusem okazało się długotrwałe nawilżenie mojej cery, które utrzymywało się jeszcze przez kilka tygodni. W tym czasie na twarzy nie pojawiły się żadne niedoskonałości, jak również nie wystąpiły reakcje alergiczne. Szczerze z ręką na sercu polecam tą gamę od LANEIGE bo ufam, że każda maska z tej serii jest wysokiej jakości, i warto wydać na nią każdy pieniądz. Maska jest trudno dostępna na polskich stronach , najszybciej zakupić ją przez ebay.pl, z wysyłką z Korei. 
Co ciekawe , maseczka jest ciekawie skontruowana. Posiada delikatne dziurki, w których znajduje się diamentowa esencja oraz ekstrakt z drzewa cyprysowego. 
Z pewnością kupię więcej masek z tej gamy. 

Podsumumowanie:

Patrząc na nasz rynek kosmetyczny i wielki bum jeśli chodzi o Koreańską pielęgnacje, która zaledwie kilka miesięcy temu była czymś trudno dostępnym, możliwym do kupienia jedynie przez zagraniczne sklepy internetowe, lub po wyższych cenach online, mogę śmiało stwerdzić, że nie wszystko co koreańskie jest faktycznie cudowne. 
Patrząc na publikacje w czasopismach lub półki w znanych drogeriach osiedlowych zastanawiam się, kiedy "ochłoniemy" od nasypu informacji jakimi zasypują nas z każdej strony. Jeszcze pół roku temu koreańska pielęgnacja delikatnie przebijała się gdzieś w czeluściach internetu. Teraz maseczki Holika Holika spotykam nawet w Empiku :) O czym to świadczy? Biznes kosmetyczny wie, na czym można dobrze zarobić. Pamiętajmy jednak, zanim kupimy "koreański" krem, maseczkę, bb w cenach  czasami 100% droższych od cen, które widnieją na ebayu poczytajmy trochę opinii na ich temat. Każde państwo ma marki słabsze i lepsze. Sięgajmy, więc po dobre marki, nie dając się zwariować " koreańskim szałem drogeryjnym". Rozeznajmy się w opiniach i wypróbujmy jakie firmy zasługują na wydanie kilku złotych więcej z naszych portfeli. 

W wypadku masek patrzcie na marki np. Innisfree czy LANEIGE , nawet jeśli trzeba je kupić na ebay.pl i poczekać 3 tyg na listonosza. Będziecie jednak bardziej zadowolone i zapewniam nie pożałujecie, że trzeba było czekać. To co widzę na półkach w sklepach moim zdaniem w 70% nie jest tak dobre jak marki trudniej dostępne "JESZCZE" na naszym rynku :)

Dzięki, że jesteście czytelnikami mojego bloga! 
Jeśli polecacie maski innych firm, na które warto zwrócić uwagę piszcie ! Chętnie potestuję.